PL
Zarejestruj się

Wyszukiwanie na stronie

Na przykład:

    Q&A z Ihorem Kyrylenką

    Q&A z Ihorem Kyrylenką

    Ihor Kyrylenko, producent muzyczny, wykładowca Abletona i założyciel Kirilenko Sound School. Konspekt spotkania online z 15.10.2026

    Konspekt spotkania online z 15.10.2026

    Czy istnieje jakaś „właściwa” punkt wyjścia, od czego zaczynać, kiedy tworzysz własne brzmienie bez wykształcenia i na ucho?

    To zależy, od czego dokładnie zaczynasz. Jeśli chodzi o utwór albo piosenkę, start u każdego jest inny. Ktoś nuci pod prysznicem, ktoś zapisuje notatki w telefonie, ktoś siada z gitarą i coś podśpiewuje. Ale i tak zaczyna się od jakiejś idei.

    Jego główna rada jest tu prosta: przy demie trzeba się od siebie odczepić. Nie skupiać się na tym, żeby wszystko od razu było ładne, czyste i drogie. Kiedy robisz demo, trzeba dać sobie przestrzeń na wyobraźnię, na szybkość, na sam pomysł. Brzmienie może być „chujowe” — i to jest normalne. Najpierw rodzi się zamysł, a dopiero potem dopracowuje się formę.

    Co od razu zdradza nowicjusza w produkcji muzycznej?

    Ihor nazwał to kompleksem nowicjusza. Czyli nie tylko o dźwięk chodzi, ale o całe podejście: jak wygląda demko, jak jest złożone, jak człowiek w ogóle myśli o utworze. Doświadczony muzyk już czyta formę: gdzie jest zwrotka, gdzie refren, gdzie powinien być build-up, gdzie mocniejszy moment. A nowicjusz często jeszcze nawet nie myśli takimi blokami.

    Ważny moment: jeśli już od jakiegoś czasu zajmujesz się muzyką, to po samym demie można rozpoznać, kto je zrobił. Nie po tym, jak „drogie” ono jest, tylko po tym, na ile dana osoba rozumie formę i logikę utworu.

    Co jest ważniejsze przy tworzeniu utworu — umiejętności techniczne czy muzyczne obycie?

    , Obycie. Umiejętności są drugorzędne. Jeśli ktoś ma silną wyobraźnię, mocny pomysł, to bardzo często pokona wszystkich technicznych gości.

    Jeśli sama piosenka jest świetna, to będą jej słuchać nawet wtedy, gdy perkusja nie jest idealna albo dźwięk nie jest jeszcze do końca „wypolerowany”. Czyli najważniejszy jest pomysł. Technika jest ważna, ale nie wygrywa z żywą myślą.

    Jak zrozumieć, kiedy zatrzymać się przy aranżacji lub produkcji?

    Najlepszy sposób to wyznaczyć sobie deadliny. To w gruncie rzeczy decyzja wolicjonalna: do takiego a takiego dnia utwór ma być gotowy i po tym już go nie ruszasz. Bo jeśli świadomie się nie zatrzymasz, można wałkować utwór aż do utraty przytomności.

    Ihor dodał jeszcze, że pomaga nie tylko deadline, ale też jasna wizja celu. Jak strzelec wyobraża sobie jabłko i celuje właśnie w nie, tak samo w utworze trzeba widzieć, dokąd zmierzasz: jak mają brzmieć bębny, jaka ma być długość, gdzie jaki nastrój, gdzie jakie przejście.

    Jak odnaleźć własne, unikalne brzmienie i nie zlać się z tym, czego słuchasz od lat?

    Ty jesteś tym, czego słuchasz. Wszystko, co człowiek słyszał od dzieciństwa, wszystkie filmy, muzyka, dyskoteki, wydarzenia, emocje — to jest jego wewnętrzny bagaż. Nic nie bierze się z próżni.

    Czyli nie trzeba wymyślać unikalności „od zera”. Ona już jest w mieszance tego, co masz w głowie. Po prostu komuś potrzeba więcej czasu, żeby tę kombinację złożyć. A poza tym — rozszerzać bazę wiedzy, słuchać więcej, wchodzić w różne gatunki, w tym w muzykę niszową. Bo jeśli kopiesz głębiej, a nie tylko w mainstreamie, to twoje decyzje potem wyglądają ciekawiej.

    Dlaczego często demko napisane pod wpływem inspiracji jest lepsze niż finalna wersja?

    Bo w demie jest życie. A w finalu często zaczyna się przeciąganie liny: z jednej strony — emocja i atmosfera, z drugiej — dążenie do zrobienia wszystkiego „poprawnie” i „jakościowo”. I tu trzeba znaleźć balans.

    Ihor podkreślił: nie trzeba katować demka do śmierci. Nie trzeba z jednej strony zabijać atmosfery, a z drugiej wypuszczać czegoś niedokończonego. Z doświadczeniem przychodzi poczucie kompromisu. Ale najważniejsze — nie zabić tej pierwszej energii, od której wszystko się zaczęło.

    Co robić, jeśli wydaje się, że utknąłeś i potrzebna jest przerwa?

    Jeśli jest deadline i nic nie jest gotowe, to oczywiście trzeba dalej pracować. Ale w normalnej sytuacji nie trzeba się męczyć. Muzyka to nie jest coś, co robi się z przegrzaną głową.

    Ihor mówi, że nawet dla jego głowy lepiej, kiedy porządnie odpocznie. Dwa dni nie otwiera laptopa — i potem przychodzą lepsze pomysły. To prawda. Wypoczęta głowa zawsze pracuje lepiej.

    Jaka jest struktura pracy nad utworem u Ihora?

    Tutaj Ihor nie podał uniwersalnego przepisu, bo każdy przypadek jest inny. I to bardzo ważne: nie ma jednego algorytmu dla wszystkich utworów. Cokolwiek by powiedział, nie będzie to regułą dla wszystkich.

    Ale jest jedna ogólna rzecz: patrzeć na kompozycję całościowo. Ihor nawet porównał to do reżyserii. Z wykształcenia jest reżyserem estrady i imprez masowych, dlatego myśli nie segmentami, tylko całym obrazem. Jaka jest główna idea? Jak to się zaczyna? Dokąd prowadzi? Co na końcu ma zostać słuchaczowi?

    Q&A z Ihorem Kyrylenką

    Jak znaleźć mocne przejścia między poszczególnymi częściami utworu?

    To, według Ihora, jedno ze słabszych miejsc u wielu osób. I radzi bardzo praktyczne ćwiczenie: wziąć 10–12 ulubionych utworów, słuchać przejść ze zwrotki w refren albo z jednej części do innej i wszystko wypisywać na kartce.

    Co tam się dzieje? Czy jest stop-time? Czy znika instrument? Czy wchodzi nowy? Czy jest pauza? Czy dogrywa gitara? Właśnie takie drobiazgi budują warsztat. Jeśli zapiszesz to ręcznie, już się nie zapomni.

    Jak znaleźć dobrego inżyniera miksu i dać mu sensowny brief?

    Bardzo prosto — znać terminologię i mówić konkretnie. Nie „zrób, żeby bujało”, nie „zrób powietrznie i przezroczysto”, tylko konkretnie: co ma być z wokalem, gdzie ma być głośniejszy, gdzie cichszy, co z bębnami, co z backingami.

    Ihor podkreślił: im precyzyjniej sformułowane zadanie, tym bliżej jesteście prawdy. Bo „zrób to super” nic nie znaczy. A konkrety dają człowiekowi szansę zrozumieć, czego dokładnie się od niego chce.

    Jak początkujący artysta ma przygotować brief dla sound producenta albo realizatora dźwięku?

    Ta sama logika: trzeba rozumieć, czego się chce. Jeśli sam tego nie rozumiesz, łatwiej będzie wytłumaczyć to drzewu niż człowiekowi. Dlatego po pierwsze — własne zrozumienie zadania, po drugie — normalny język i konkret.

    Jaka jest strategia po stworzeniu utworu: do labelu czy samodzielnie?

    Tutaj Ihor znów wraca do celu. Czego chcecie od tego utworu? Kim jesteście teraz — artystą, producentem muzycznym, DJ-em? Od tego wszystko zależy.

    Jego stanowisko jest takie: label to nie tylko biuro, do którego wrzuca się tracki. Label to społeczność. Ludzie, którzy idą w tym samym kierunku, mają wspólne wartości, styl, ideologię albo przynajmniej wspólne poczucie muzyki. Jeśli jest ci to bliskie — super, dołączajcie.

    Jak rozmawiać z labelami? Przez zrozumienie, czego w ogóle potrzebujesz. I przez jasne poczucie, że nie po prostu wrzucasz track gdzieś w próżnię, tylko wchodzisz do społeczności, w której możesz być przydatny.

    Jakie są główne błędy początkujących artystów?

    Największy, zdaniem Ihora, to dążenie do popularności jako celu. Bo popularność to nie cel, tylko skutek. Jeśli nie masz nadrzędnego zadania, jeśli po prostu chcesz „stać się sławnym”, to nie ma w tym fundamentu.

    A jeśli jest zadanie, sens, wewnętrzny powód — wtedy człowieka ciekawie się obserwuje. I wtedy popularność może przyjść jako rezultat, a nie jako cel sam w sobie.

    Co robić, jeśli track jest już gotowy, ale chce się go przerabiać jeszcze i jeszcze?

    Co robić, jeśli track jest już gotowy, ale chce się go przerabiać jeszcze i jeszcze? Wypuścić i iść dalej. Ihor powiedział bardzo ostro, ale szczerze: sam ma wiele rzeczy, których nie wie, jak zrobić krócej tak, jak by chciał. Ale jest kompromis i to działa.

    Czyli idealny track, który będziesz dopracowywać wiecznie, to pułapka. Lepiej skończyć, wypuścić, spojrzeć z boku, usłyszeć realny feedback i wystartować kolejny.

    Jak znaleźć balans między twórczym chaosem a normalnym trybem pracy?

    Ludzie kreatywni często nic nie zdążają, bo nie potrafią się zorganizować. Dlatego w życiu i tak potrzebny jest balans.

    Nie możesz być tylko w trybie „jestem kreatywny, unoszę się, tylko tworzę”. Jest grafik, jest praca, są inne role w życiu. I jeśli cały czas żyjesz tylko w chaosie, to efektu może w ogóle nie być.

    Czy można być jednocześnie eksperymentalnym i zrozumiałym dla publiczności?

    Tak, można. Ihor nie wierzy w ostre przeciwstawienie „albo format, albo eksperyment”. Przytoczył wiele przykładów, gdzie tracki, które początkowo wydawały się niefomatowe, potem stawały się mocnymi wydawnictwami i zbierały bardzo dobre reakcje.

    Jego zdaniem pojęcie „format” bardzo często w ogóle nie istnieje. Ludzie, którzy się nim zasłaniają, często po prostu się nie znają. Mocna muzyka może na początku wydawać się dziwna, ale potem wystrzelić właśnie dlatego, że nie jest podobna do wszystkiego innego.

    Jak szukać klientów i zleceń jako producent?

    Trzeba mieć portfolio i nie milczeć o sobie. Jeden track — to już start. Playlist, Instagram, YouTube, wszystko, gdzie widać, że potrafisz to robić, — to już baza.

    A dalej — komunikacja. Pisać do ludzi, być w społecznościach, proponować swoje usługi, poznawać się przez znajomych i robić kolaby z tymi, którzy zajmują się czymś podobnym. To wszystko zwiększa twoje szanse.

    Czy ważne jest, na jakiej programie się pracuje?

    Nie, to nie jest krytyczne. Ableton, FL Studio, Cubase, Reaper, Studio One — nie o to chodzi. Najważniejsze to rozumieć zasadę. Przycisk jest po prostu w innym miejscu.

    Czy Ihor wykorzystuje sztuczną inteligencję w twórczości? W rozmowie nie rozwijał tego szczegółowo, ale dał do zrozumienia, że takie narzędzia istnieją i że temat jest mu znany. Jednak kluczowa decyzja w muzyce i tak pozostaje po stronie człowieka.

    Jaki jest główny wniosek z tego spotkania?

    Nie czekać na idealny moment. Robić tracki. Ustalać deadliny. Wypuszczać. Analizować. Iść dalej. Nie gonić za popularnością jak za pustym celem. Budować swoją muzykę jak system, a nie jak przypadkowy wybuch inspiracji.

    I jeszcze jedna ważna rzecz: twoje brzmienie już żyje we wszystkim, czego słuchałeś wcześniej. Pytanie tylko, jak to zbierzesz, przeżyjesz i przełożysz na swój track.